***
Rano obudził mnie lekki kac, chyba za dużo wczoraj wypiłam. Po wstaniu z łóżka zrobiłam kawę, pijąc ją w samotności nagle do kuchni wszedł Mikey.
-Hej kochanie, jesteś gotowa na nasz wielki dzień? - spytał z uśmiechem
- Oczywiście że tak tylko cholernie się denerwuję.
Po chwili rozmowy poszłam do łazienki się ogarnąc. Około 8 umówiłam się z kosmetyczką a następnie z fryzjerem. W kawiarni spotkałam się z przyjaciółka po wypiciu kawy poszłyśmy do jej mieszkania gdzie została moja suknia. Po południu podjechałyśmy pod kościół gdzie czekał już na mnie Mikey. Swiadkiem z jego strony był Gerard a z mojej Frank. Na mszy było stosunkowo mało osób, zaprosiliśmy tylko najbliższych. Moim zdaniem najpiękniejszym momentem była chwila kiedy powiedzieliśmy sobie "tak" . Po wyjściu z kościoła stanęłam tyłem do grupki dziewczyn i praktykując starą tradycję rzuciłam bukiet do tyłu. Dziwnym trafem bukiet złapał Gerard przechodzący obok. Gdy kwiaty trafiły w jego ręce podszedł do Franka i wręczył mu je. Następnie poszliśmy do restauracji gdzie chwilę potańczyliśmy i zjedliśmy coś.
Tuż po małej imprezie pojechaliśmy w podróż poślubną na Krete. Gdy już dojechaliśmy na miejsce zostawiliśmy bagaże w hotelu i poszliśmy na plaże. Pod wieczór będąc już w pokoju ubrałam się w strój policjantki i weszłam do sypialni. Stojąc przed chłopakiem powiedziałam :
-Nieźle ostatnio nabroiłeś. Powinieneś ponieśc za to karę.
Kiedy podeszłam do Mike'go przykułam jego ręce do belki od łóżka. Następnie zsunęłam z niego spodnie i wzięłam do ręki jego męskośc, wpierw przesuwałam nim raz w górę, a raz w dół. Po chwili polizałam go po całej długości wtem chłopak powiedział żebym go rozkuła ponieważ nie chcę kochac się z skutymi rękami. Ja oczywiście nie posłuchałam go i zajęłam się co mi przerwał. Po chwili "położyłam" się na chłopaku i zaczęliśmy się całowac nagle poczułam jak Mikey wchodzi we mnie. Po jakiejś godzinie do drzwi zapukał personel i spytał czy nie moglibyśmy byc troszkę ciszej ponieważ goście się skarżą.
Każdego wieczoru chodziliśmy po plaży. Po tygodniu niestety musieliśmy wracac do domu.